Ta strona wykorzystuje pliki cookie. Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „Zamknij” na dole tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce.

Zamknij

          Dzisiaj jest 18.10.2017
Strona głównaRekrutacjaKontaktLinkiBiuletyn Informacji Publicznej


Program "Uczenie się przez całe życie" Leonardo da Vinci


Projekt został zrealizowany przy wsparciu finansowym Komisji Europejskiej w ramach programu „Uczenie się przez całe życie”

Publikacja odzwierciedla jedynie stanowisko autora i Komisja Europejska ani Narodowa Agencja nie ponoszą odpowiedzialności za umieszczoną w niej zawartość merytoryczną oraz za sposób wykorzystania zawartych w niej informacji.


    Staż w Rimini – tydzień pierwszy.

    W tym roku, w ramach projektu Leonardo da Vinci, przybyliśmy na praktyki zawodowe do Rimini, uroczego włoskiego miasta nad Morzem Adriatyckim. Prowincję tę znajdującą się w regionie Emilia-Romagna zamieszkuje ponad 142 tysiące ludzi, choć w sezonie turystycznym liczba ich wzrasta nawet kilkakrotnie. Na trzy tygodnie Rimini stało się naszym domem i miejscem, gdzie mieliśmy zawierać ciekawe znajomości i zdobywać nowe doświadczenia zawodowe.
    Z ziemi polskiej do włoskiej
    Nasza przygoda rozpoczęła się 5 listopada 2011 r. Choć moment pożegnania z bliskimi był emocjonujący wszyscy, tj. cała dwudziestka, wsiedli do autokaru, którym pojechaliśmy na lotnisko w Balicach. Niektórzy obawiali się pierwszego w swoim życiu lotu, lecz szybko okazało się, że nie ma się czego bać. Co więcej, już w czasie 1,5–godzinnej podróży udało się poznać miłych Włochów i Polaków mieszkających we Włoszech, którzy opowiadali o ważnych miejscach w Rimini i życzyli nam udanego pobytu. Na lotnisku w Bolonii wylądowaliśmy szczęśliwie, po czym z czekającym na nas kierowcą dojechaliśmy autokarem do naszego hotelu „Art Residence”. Na miejscu przywitała nas po włosku Maria (Buonasera, come state? Dobry wieczór, jak się macie?), a wszyscy odpowiedzieliśmy zgodnie po angielsku: „Very good”. Maria rozdała też klucze do apartamentów, ale mimo zmęczenia, z powodu tak wielu wrażeń, jeszcze długo nie kładliśmy się spać.
    Niedzielę spędziliśmy na pieszych wędrówkach po Rimini. Pierwsze kroki skierowaliśmy oczywiście nad morze. Ten moment chyba wszyscy upamiętniliśmy na zdjęciu. Zauważyliśmy również, że nasze miasto jest ogromną siecią hoteli, poza sezonem nieco pustawych. Jednakże nie trudno nam było sobie wyobrazić, jakie tłumy turystów muszą przybywać tutaj latem! Jedni z nas byli w pobliskim kościele, drudzy robili zakupy w supermarkecie „Billa”, a jeszcze inni zawierali nowe znajomości, jednakże wszyscy z niecierpliwością czekali na poniedziałek.
    Poznawanie miasta i spotkanie w Sistema Turismo
    Następnego dnia rano poznaliśmy Viky – przedstawicielkę Sistema Turismo, naszego włoskiego Partnera Projektu. Na początku udaliśmy się do Hotelu Bengasi, w którym popołudniu mieliśmy rozpocząć kurs języka włoskiego. Następnie przeszliśmy pieszo do centrum miasta, gdzie znajdowała się siedziba Partnera Projektu. Tu poznaliśmy Tsveti – drugą pracownicę Sistema Turismo, od której otrzymaliśmy mapę Rimini, bilety i rozkład jazdy autobusów oraz włoskie dzienniczki praktyk. Obie panie podkreśliły też, że Włosi dużą wagę przywiązują do powitania przy spotkaniu, życzliwej rozmowy oraz podziękowań za nawet najdrobniejszą rzecz. Bardzo szybko zaczęliśmy nie tylko pozdrawiać Włochów, ale także siebie nawzajem mówiąc: „Ciao, come stai?” („Cześć, jak się masz?”).
    Wiky oprowadziła nas po mieście, opowiadając po angielsku o najważniejszych miejscach w Rimini, takich jak Tempio Malatestiano (Świątynia Malatestów), Piazza Tre Martiri (Plac Trzech Męczenników), Łuk Augusta, Most Tyberiusza, Piazza Cavour (Plac Cavure’a). Przy każdym z tych miejsc zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie.
    Poznaliśmy także Stefano – trzeciego członka z zespołu naszego włoskiego Partnera, który razem z Visy zajmował się dowożeniem poszczególnych osób do ich firm stażowych. Przedstawienie ucznia w zakładzie oraz dokładne wskazanie mu drogi z hotelu do miejsca praktyk i z powrotem było bardzo ważnym elementem praktyk. Tym samym mogliśmy być spokojni, że nie zabłądzimy w nowym mieście.
    Praktyki i kurs włoskiego
    Każdego dnia, od poniedziałku do piątku, w godzinach od 14.00 do 18.00 chodziliśmy na kurs włoskiego prowadzony przez sympatycznego nauczyciela Guglio. Co ciekawe, kurs był prowadzony w języku angielskim. Z wielkim zapałem zapamiętywaliśmy nowe dla nas słowa i zwroty, by móc porozumieć się w sytuacjach z życia codziennego, ale przede wszystkim na praktykach. Nasz nauczyciel położył nacisk na specjalistyczne słownictwo, którego znajomość okazała się bardzo przydatna. Nie we wszystkich bowiem zakładach byli pracownicy posługujący się językiem angielskim. Niektórym z nas nie pozostało nic innego jak próba porozumienia w języku włoskim, lub po prostu za pomocą pokazywania i gestów.
    Większość osób pracowała w systemie dziennym, porannym lub popołudniowym, choć byli i tacy, którzy pracę zaczynali w nocy. Nikt jednak nie narzekał, a po powrocie z praktyk każdy dzielił się z opiekunkami wrażeniami z całego dnia. Nie brakowało czasu na rozmowy w pokojach, dzielenie się doświadczeniami, a nawet wspólne wypady na miasto. Jednym z nich było piątkowe wyjście do pubu, by kibicować polskiej drużynie piłkarskiej podczas meczu z Włochami. Umówiliśmy się na to spotkanie z grupą młodzieży z Ostrowca Świętokrzyskiego, którzy odbywali w Rimini praktyki z zakresu informatyki. Niestety, mino naszego duchowego wsparcia i okrzyków: „Polska gola!”, przegraliśmy 2:0.
    Weekend w San Marino i w Wenecji
    Nikt jednak nie ukrywał, że nie może doczekać się wycieczek. Pierwsza z nich – do San Marino, czekała nas w sobotę. To był imponujący widok: małe państewko (61 km2) po wschodniej stronie wielkich Apeninów. Jak na teren górzysty przystało, wiał silny wiatr, ale nikt z nas nie stracił głowy. Warto dodać, że San Marino to trzeci, po Watykanie i Monako, najmniejszy kraj w Europie. Patronką San Marino jest św. Agata, co bardzo ucieszyło naszą panią profesor, która nosi imię na cześć tejże świętej. Zwiedziliśmy Muzeum Miejskie, Bazylikę San Marino, a także zdobyliśmy Trzy Wieże na szczytach Monte Titano. Był też czas na zakup pamiątek i prezentów dla bliskich.
    W niedzielę wyruszyliśmy na wycieczkę do Wenecji. Podróż była długa, najpierw ponad trzy godziny jazdy autokarem, a później kilkanaście minut pociągiem. Jednakże po dotarciu na miejsce, nikt z nas nie miał wątpliwości, że warto było przemierzyć tyle kilometrów, żeby zobaczyć najbardziej unikatowe miasto na świecie – miasto zbudowane na wodzie! Patronem Wenecji jest św. Marek, a Bazylika pod wezwaniem tegoż świętego znajduje się w centrum miasta, tuż przy Pałacu Dożów. Do Placu św. Marka szliśmy grzecznie za panią Wiky, by nie zgubić się pośród wąskich i krętych uliczek. Tam samodzielnie poznawaliśmy uroki Wenecji. Sympatycy zabawy zakupili maski, w których – trzeba to szczerze przyznać – wyglądają jak uczestnicy prawdziwego weneckiego balu karnawałowego. Nie zabrakło też tych, którzy ze smakiem zajadali włoskie lody i wygrzewali się w pięknym słońcu, podziwiając pływające gondole. Nie płynęliśmy, co prawda, gondolą, ale na dworzec wróciliśmy vaporetto, czyli tramwajem wodnym.




Strona główna    Góra strony


Copyright © 2005-2016 RaV&sandrac