Ta strona wykorzystuje pliki cookie. Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „Zamknij” na dole tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce.

Zamknij

          Dzisiaj jest 17.10.2017
Strona głównaRekrutacjaKontaktLinkiBiuletyn Informacji Publicznej


Program "Uczenie się przez całe życie" Leonardo da Vinci


Projekt został zrealizowany przy wsparciu finansowym Komisji Europejskiej w ramach programu „Uczenie się przez całe życie”

Publikacja odzwierciedla jedynie stanowisko autora i Komisja Europejska ani Narodowa Agencja nie ponoszą odpowiedzialności za umieszczoną w niej zawartość merytoryczną oraz za sposób wykorzystania zawartych w niej informacji.


    Staż w Plymouth – tydzień pierwszy.

    7 listopada 2009 r., w sobotę, rozpoczął się staż w Anglii i jednocześnie wielka przygoda dla dwudziestki „leonardowców” i ich dwóch opiekunek. Pierwszy etap – podróż – przebiegł spokojnie i bezproblemowo. Szczególnie obawialiśmy się lotu samolotem, gdyż dla większości z nas był to debiut w powietrzu. Jak się jednak okazało, to tak naprawdę nie było się czego bać. Niektórzy byli nawet rozczarowani, że osławione turbulencje były w czasie lotu niewielkie i liczą na większe emocje w czasie podróży powrotnej.
    Po przyjeździe do Plymouth, na dworcu autobusowym, czekały już na nas przedstawicielki Europartnershipagency – organizatora naszego pobytu i odbierające nas rodziny, u których mieliśmy mieszkać. Niedziela upłynęła nam na poznawaniu miasta. Plymouth jest typowym miastem portowym położonym nad Oceanem Atlantyckim. Nie ma tu plaż, wybrzeże jest klifowe, a wzdłuż brzegu wiodą promenady, po których można spacerować i wdychać morskie powietrze. Południowa Anglia (a przynajmniej ta jej część, którą mieliśmy okazję zobaczyć) jest bardzo pagórkowata, toteż nasze Plymouth również rozłożyło się na wielu wzniesieniach. Stąd w mieście są duże różnice wysokości i ulice to wznoszą się, to opadają. Dobrze, że nie ma tu praktycznie śniegu ani mrozu, gdyż jazda po niektórych drogach nie byłaby chyba możliwa.
    Oprócz pierwszego zwiedzania miasta udaliśmy się na rekonesans po tutejszych sklepach (wszystkie otwarte są w niedzielę do wieczora), przygotowując się w ten sposób do przyszłych zakupów.
    Nasz pierwszy weekend w Anglii był także okazją do zapoznania się z kuchnią angielską, diametralnie różniącą się od kuchni polskiej. Opinie o angielskich smakach podzielone – raczej tęsknota za smakami polskimi.
    W poniedziałek 9 listopada odbył się „Welcome meeting”, czyli spotkanie uczestników projektu stażowego z pracownikami Europartnershipagency- organizatora naszego stażu i pobytu. Omówiono na nim wszystkie sprawy związane z przebiegiem praktyk, program kulturowy, zasady poruszania się po mieście, zasady bezpiecznego pobytu i wiele innych ważnych dla nas kwestii. Każdy z nas został szczegółowo poinformowany o trasach dojazdu do domów i miejsc praktyk. Jednak, jak się okazało, zrozumienie transportu w Plymouth nie jest łatwym zadaniem, stąd w kolejnych dniach trochę błądziliśmy, tym bardziej, że większość ulic zabudowanych domkami jednorodzinnymi jest do siebie bliźniaczo podobna.
    We wtorek, nieco z sercem na ramieniu, ruszyliśmy na praktyki. Jednak nasi pracodawcy (lub opiekunowie praktyk) okazali się sympatycznymi i bezpośrednimi ludźmi wykazującymi dla nas dużo zrozumienia i cierpliwości. Okazało się także, że mimo naszych obaw, całkiem nieźle udaje nam się porozumieć zarówno w domu jak i w firmach stażowych.
    Przetwórstwo spożywcze w Anglii i Polsce wykazują i podobieństwa i różnice, ale o tym napiszemy w kolejnym sprawozdaniu. Na razie ostro wzięliśmy się za realizację programu, gdyż jest on dość obszerny i trzeba się spieszyć, żeby z wszystkim zdążyć.
    Cały pierwszy tydzień upłynął nam zatem na wytężonej pracy, ale był przy tym całkiem miły.
    W czwartek 12 listopada odbyło się pierwsze ze spotkań podsumowujących (kolejne zaplanowane są w każdy czwartek pobytu). Wszyscy uczestnicy dzielili się wrażeniami ze stażu i pobytu u rodzin, a wrażeń tych było oczywiście co niemiara, gdyż wszystko jest tu dla nas nowe: czasem trudne , czasem ekscytujące. Ponieważ mieszkamy i pracujemy dość daleko od siebie, a głównym środkiem komunikacji jest telefon, była też okazja do spędzenia nieco czasu wspólnie.
    Weekend upłynął nam pod znakiem wycieczek. W sobotę zwiedzaliśmy oceanarium, gdzie mogliśmy podziwiać niezwykłe okazy ryb i innych organizmów morskich (czy to były rośliny, czy zwierzęta trudno czasem dociec). Oceanarium w Plymouth ma podobno największe rekinarium w całej Anglii. Jednak prawdę powiedziawszy plymoudzkie rekiny nieco rozczarowywały. Było ich ledwie kilka sztuk i do tego bardzo spokojnie pływających razem z rybami. Zupełnie nie ujawniały swojej krwiożerczej natury, widocznie są dobrze karmione.
    W niedzielę bladym świtem wyjechaliśmy do Londynu. Zobaczyliśmy tam wiele interesujących miejsc m.in. Parlament, królewski pałac Buckingham (królowa, niestety, się nie pojawiła), paradę z okazji wyboru prezydenta(?) Londynu, city, dom handlowy Harrodsa, London Eye i wiele innych miejsc. Zwiedzanie ułatwiał rejs po Tamizie i przejażdżka specjalnym dwupoziomowym autobusem turystycznym (drugi poziom nie ma częściowo dachu, stąd walka o miejsca w tej części)
    Londyn zapamiętamy jako miejsce tętniące życiem, pełne różnorodnych i ciekawych ludzi. Miasto jest chyba światem w miniaturze – spotkaliśmy ludzi o wszystkich kolorach skóry a także ubranych zgodnie ze swoją tradycją i kulturą. Wycieczka do Londynu miała jeszcze jeden walor – przepiękną pogodę: było bardzo ciepło, bez jednej chmurki na niebie. Przy kapryśnej angielskie aurze należy to uznać za wielkie szczęście.




Strona główna    Góra strony


Copyright © 2005-2016 RaV&sandrac