Ta strona wykorzystuje pliki cookie. Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „Zamknij” na dole tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce.

Zamknij

          Dzisiaj jest 12.12.2017
Strona głównaRekrutacjaKontaktLinkiBiuletyn Informacji Publicznej


Program Erasmus+


Projekt został zrealizowany przy wsparciu finansowym Komisji Europejskiej w ramach programu Erasmus+

Publikacja odzwierciedla jedynie stanowisko autora i Komisja Europejska ani Narodowa Agencja nie ponoszą odpowiedzialności za umieszczoną w niej zawartość merytoryczną oraz za sposób wykorzystania zawartych w niej informacji.


    Mallow – tydzień pierwszy.

    Już po raz drugi w historii naszych wyjazdów na praktyki zagraniczne w ramach projektów europejskich zdecydowaliśmy się na Irlandię. Nasza decyzja o wyborze kraju wynikała głównie z jego rolniczego charakteru, z bardzo dobrze rozwiniętym tu przemysłem spożywczym, a także z licznymi stadami zwierząt hodowlanych, głównie bydła i owiec. Ponieważ po raz pierwszy w historii szkoły udział w programie Erasmus+ dotyczył nie tylko uczniów branży spożywczej, ale także techników weterynarii należało dokonać wyboru kraju stażu odpowiedniego dla obu tych grup.
    Nasza kolejna międzynarodowa przygoda rozpoczęła się 28 lutego 2015 r., na lotnisku w Pyrzowicach, gdzie dwudziestka uczestników, spragnionych wrażeń i nowych doświadczeń, została dowieziona przez rodziny i przyjaciół. Lot samolotem, tradycyjnie budził emocje, tym razem jednak okazało się, że były one w pełni uzasadnione, a nasz pierwszy kontakt z iralandzką ziemią okazał się nieco twardy. I to dosłownie. Przy podchodzeniu do lądowania na lotnisku w Dublinie trochę nami potrzęsło i pokiwało, a potem nastąpiło mocne przyziemienie. Powód takiego lądowania wyjaśnił się tuż po wyjściu z terminalu. Wiatr był taki, jakby chciał nam głowy pourywać. Jednak Irlandia - Zielona lub jak kto woli Szmaragdowa wyspa, okazała się nawet o tej porze roku godna swojej nazwy – trawa była już zielona, poza tym wszędzie rośnie mnóstwo zimozielonych krzewów.
    Przywitał nas Paul – szef naszego irlandzkiego partnera. Z Dublina do Mallow, miejsca naszego stałego pobytu, czekała nas jeszcze daleka droga, tak więc dopiero po północy zostaliśmy zabrani przez nasze host- rodziny do ich domów, które stały się także naszymi na czas pobytu w Irlandii. Mieszkanie z rodowitymi mieszkańcami ma przede wszystkim taką zaletę, że wymaga stałego komunikowania się w języku angielskim, poza tym można od podszewki poznać domy, sposób żywienia, spędzania czasu przez Irlandczyków, a także ich obyczaje.
    Pierwsza niedziela upłynęła nam głównie na poznawaniu naszych host rodzin, które jak to u Irlandczyków bywa, okazały się niezwykle sympatyczne, a także na rozpoznaniu terenu tj. samego miasta. Spotkaliśmy się także na krótko w siedzibie Partnera projektu.
    Mallow jest niewielkim, ale bardzo urokliwym miasteczkiem leżącym ok. 30 km na zachód od Cork. Liczy ok. 11 tys. mieszkańców, a więc jego wielkość można porównać do dzielnicy Zawodzie w Katowicach. Podobno 20% tej populacji to Polacy.
    Mallow posiada typowy dla irlandzkich miasteczek układ urbanistyczny z jedną główną ulicą, a także kilka całkiem przyzwoitych zabytków: stare kościoły, w tym jeden w ruinie, zamek i ruiny zamku i sporo zabytkowych budynków, z których najbardziej charakterystyczny jest dom z zegarem. Przez Mallow przepływa rzeka, a dość częstym zjawiskiem są tu powodzie. W Mallow, podobnie jak w całej Irlandii, nie ma bloków mieszkalnych i wszyscy mieszkają w domach jednorodzinnych z maleńkimi ogródkami. Wielkość i zamożność domów ma poniekąd historyczny charakter – od maleńkich budowanych w czasach, kiedy Irlandia była biednym krajem, do znacznie większych i bardziej okazałych wybudowanych w czasach, kiedy to Irlandia przekształciła się w „celtyckiego tygrysa”.
    W poniedziałek rano ponownie mieliśmy spotkanie w siedzibie Partnera projektu, na którym omówiono wszystkie sprawy związane z przebiegiem praktyk. Zapoznano nas także z grafikiem dojazdów na praktyki, ponieważ większość osób, w tym wszyscy weterynarze, miała je mieć poza Mallow, często w miejscowościach oddalonych dość znacznie od naszego miejsca zamieszkania. Na praktyki i z powrotem byliśmy więc dowożeni samochodami przez pracowników firmy Partnera i ich rodziny, gdyż operacja okazała się skomplikowana, a nasi partnerzy mieli logistyczny koszmar. Dlatego bardzo w tym miejscu dziękujemy Marcie (mieszka i pracuje już jakiś czas w Irlandii), Doniemu (jeden z naszych host ojców), a przede wszystkim Tarze, która włożyła tyle pracy w organizację naszego czasu, ze chyba przypłaciła to zdrowiem.
    Wtorek, pierwszy prawdziwy dzień praktyk, był dniem mocno stresującym, tym bardziej, że zdecydowana większość osób miała odbywać staże w pojedynkę. Dwie z nich szczęśliwie spotkały w firmie naszych rodaków, ale pozostali musieli sobie radzić sami. Jak się okazało nie było to wcale łatwe, choćby ze względu na nieco inny angielski, którym mówią Irlandczycy i nie zawsze można ich było zrozumieć. Nie dotyczy to jednak Paula – szefa firmy Partnera – jego angielski był tak klarowny i czysty, że mógłby go zrozumieć nawet człowiek, który po angielsku potrafi powiedzieć jedynie: yes, no, one more Guinness please.
Następne dni były już dla nas typowymi dniami pracy, którą szczegółowo opiszemy w sprawozdaniu z kolejnego tygodnia.
    Weekend był okazją do spotkania całej grupy. W sobotę odbyła się pierwsza z zaplanowanych wycieczek - do Ring of Kerry. Niestety, pogoda zdecydowanie nie sprzyjała oglądaniu, gdyż wiał bardzo silny, lodowaty wiatr, a na domiar złego co chwilę padał deszcz. W związku z tym nasza wycieczka miała głównie charakter „autokarowy”, oglądaliśmy widoki przede wszystkim zza szyb, wysiadając tylko na chwilę. Nieco dłużej zatrzymaliśmy się w Killnarey. Trzeba przyznać, że widoki w tej części Irlandii są nadzwyczaj malownicze. Ponieważ jednak trasa Ring of Kerry liczy ok. 180 km zobaczyliśmy tylko jej niewielką część, nie docierając, ku żalowi niektórych, do wybrzeży Atlantyku.




Strona główna    Góra strony


Copyright © 2005-2016 RaV&sandrac