Ta strona wykorzystuje pliki cookie. Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „Zamknij” na dole tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce.

Zamknij

          Dzisiaj jest 18.10.2017
Strona głównaRekrutacjaKontaktLinkiBiuletyn Informacji Publicznej


Program "Uczenie się przez całe życie" Leonardo da Vinci


Projekt został zrealizowany przy wsparciu finansowym Komisji Europejskiej w ramach programu „Uczenie się przez całe życie”

Publikacja odzwierciedla jedynie stanowisko autora i Komisja Europejska ani Narodowa Agencja nie ponoszą odpowiedzialności za umieszczoną w niej zawartość merytoryczną oraz za sposób wykorzystania zawartych w niej informacji.


    Staż w Grenadzie – tydzień drugi.

    Sprawozdanie z drugiego tygodnia pobytu będzie, podobnie jak w przypadku naszych poprzednich wyjazdów, poświęcone firmom stażowym. Było ich w sumie 9. Aż w 5 firmach odbywaliśmy praktyki pojedynczo, co stanowiło nie lada wyzwanie, zważywszy na fakt, że nie wszędzie mówiono po angielsku. W takim przypadku pomocne okazały się podstawy hiszpańskiego wyniesione z kursu i oczywiście język ciała, a także własna inteligencja. W szczególnie dramatycznych językowo sytuacjach trzeba było sięgnąć po translatory internetowe i jakoś dawaliśmy radę. W jednej z firm udało się nawet na tyle podszkolić pracowników początkowo słabo posługujących się językiem angielskimi, że pod koniec naszego pobytu rozumieli i mówili już znacznie więcej. Okazuje się, praktykant z Polski, poza niewątpliwymi umiejętnościami zawodowymi, może być nawet native speakerem.
    Największa grupa – 10 osób - pracowała w hiszpańskich ciastkarniach. Najbardziej typowym produktem są tu ciastka mantecado, wyrób pochodzenia andaluzyjskiego, chociaż obecnie produkuje się je także w innych częściach Hiszpanii. Ciastka te wywodzą się prawdopodobnie z tradycyjnych wyrobów mauretańskich, zostały jednak zmodyfikowane przez chrześcijan, którzy dodawali do nich dużych ilości smalcu. Było to spowodowane znacznymi nadwyżkami tego surowca ze względu na rozwiniętą w Andaluzji hodowlę świń. Oczywiście Maurowie z powodów religijnych w ogóle nie używali smalcu, stosując inne rodzaje tłuszczu.
    Mantecado są ciastkami o dużej kruchości, wręcz rozsypującymi się w trakcie konsumpcji i bardzo słodkimi. Produkowane są w wielu wariantach smakowych: z migdałami, orzechami, anyżem, cynamonem, sezamem, startą cytryną, mogą być także oblane czekoladą lub posypane cukrem pudrem. Wypieka się je przede wszystkim w okresie Bożego Narodzenia i na żadnym hiszpańskim stole nie może ich wówczas zabraknąć. Ciekawy jest tez sposób pakowania manecado przez niektóre firmy – w formie dużego cukierka.
    Innymi produktami o charakterze tradycyjnym, które mieliśmy okazję samodzielnie produkować, a nawet udostępniono nam ich receptury to palmero, ciastka w kształcie dużego serca, uformowane z pasków ciasta francuskiego, posypanego cukrem i ewentualnie oblane czekoladą.
    Mnóstwo produktów w cukierniach Grenady jest wykańczanych karmelizowanym cukrem, karmelizuje się go już na wyrobach specjalnym palnikiem.
    Grupa 5 osób odbywała praktyki w dużej firmie cukierniczej, w której ww. wyroby były produkowane na zmechanizowanych liniach produkcyjnych. Mogliśmy zatem zobaczyć jak łączy się tradycję z nowoczesnością: produkty z tej firmy w niczym nie ustępowały wytwarzanym w firmach rzemieślniczych.
    Piekarnie hiszpańskie bazują przede wszystkim na mące pszennej, choć od czasu do czasu produkuje się wyroby z dodatkiem mąki żytniej. Popularne są tu bagietki o dużej chrupkości (graniczącej z twardością) z wydłużonymi cienkimi końcami, produkty posypywane gruboziarnistą solą morską i bułeczki o różnych kształtach. W mniejszych ilościach produkuje się chleb, być może z tego powodu, że Hiszpanie jadają dużo potraw na ciepło, a pieczywo stanowi tu tylko dodatek. Kanapki nie są szczególnie popularne.
    W zakresie przetwórstwa mięsa odbywaliśmy praktykę tylko w jednym zakładzie, więc możemy odnieść się tu wyłącznie do tej firmy.
    Zakład zajmował się rozbiorem mięsa: głównie wieprzowego, ale także jagnięcego i drobiowego. Co ciekawe półtusze wieprzowe pochodziły m.in. z Polski. W firmie produkowano także typowo hiszpańskie wędliny: surowe kiełbasy i kiełbasy dojrzewające, a w sklepie firmowym mogliśmy zapoznać się z długodojrzewającymi kiełbasami typu chorizo i szynkami typu jamon, których technologia i cechy organoleptyczne są zbliżone do szynki parmeńskiej.
    Do farszu kiełbas produkowanych w firmie stażowej dodawano wiele nietypowych dla nas składników np. anyżu, cynamonu, bakalii np. daktyli, surowej szynki, jajek itp., co wpływało na nieco orientalny charakter tych wyrobów.
    W Hiszpanii nie stosuje się wędzenia do utrwalania wyrobów, zastępując je długotrwałym dojrzewaniem połączonym z procesem suszenia. Czas dojrzewania może wynosić nawet do 18 miesięcy, co wpływa na specyficzne walory smakowe wędlin.
    Asortyment wędlin w Hiszpanii jest niewątpliwie węższy niż w Polsce, a ich cechy organoleptyczne zdecydowanie odbiegają od naszych produktów.
    W drugim tygodniu naszego pobytu w Hiszpanii ogłoszony został jednodniowy strajk generalny, w związku z tym w środę nie mogliśmy pójść na praktyki. Część firm nie pracowała, komunikacja miejska kursowała w ograniczonym zakresie, odbywały się uliczne manifestacje, które jak nas uprzedzono mogły się nawet przerodzić w zamieszki, w związku z tym niemal wszystkie sklepy były zamknięte.
    Aby wykorzystać czas zorganizowano nam pieszą wycieczkę po okolicach Grenady. Są one górzyste, zatem musieliśmy się nieźle nachodzić, czasami nawet po dość niebezpiecznych zboczach, z których można było łatwo ześliznąć się w dół. Poza tym pobłądziliśmy i dopiero interwencja znających te tereny przygodnych hiszpańskich turystów pozwoliła nam wrócić na właściwy szlak. Wycieczka ta była więc chyba najbardziej ekstremalnym przeżyciem w trakcie pobytu.
    Koniec tygodnia upłynął oczywiście pod znakiem hiszpańskiej kultury. W piątek byliśmy w klubie flamenco na pokazie tego tańca, natomiast w niedzielę pojechaliśmy do Sewilli. Już sama droga do tego miasta była urokliwa: mijaliśmy góry, niekończące się gaje oliwne i rozrzucone gdzieniegdzie prawdziwe hiszpańskie hacjendy.
    Sewilla, jak na stolicę Andaluzji przystało, powitała nas wspaniałą słoneczną pogodą, z temperaturą typową dla polskiego sierpnia. Z racji ograniczonego czasu obejrzeliśmy i to tylko z zewnątrz, jedynie niewielką część starego miasta: katedrę, złotą wieżę, Alcazar i arenę corridy. Mieliśmy jednak okazję zobaczyć hiszpańską ciekawostkę: targi wyposażenia szopek świątecznych. W tym kraju, w każdym domu w okresie Świąt Bożego Narodzenia ustawia się szopki, które często zajmują cały pokój. Tradycją jest dokupywanie co roku nowych elementów, stąd stoiska z „szopkowymi akcesoriami” cieszyły się dużym powodzeniem.
    Ciepło panujące w Sewilli uświadomiło nam, że za tydzień będziemy już niestety w zupełnie innym klimacie!




Strona główna    Góra strony


Copyright © 2005-2016 RaV&sandrac