Ta strona wykorzystuje pliki cookie. Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „Zamknij” na dole tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce.

Zamknij

          Dzisiaj jest 20.10.2017
Strona głównaRekrutacjaKontaktLinkiBiuletyn Informacji Publicznej


Program "Uczenie się przez całe życie" Leonardo da Vinci


Projekt został zrealizowany przy wsparciu finansowym Komisji Europejskiej w ramach programu „Uczenie się przez całe życie”

Publikacja odzwierciedla jedynie stanowisko autora i Komisja Europejska ani Narodowa Agencja nie ponoszą odpowiedzialności za umieszczoną w niej zawartość merytoryczną oraz za sposób wykorzystania zawartych w niej informacji.


    Staż w Grenadzie – tydzień pierwszy.

    Po raz kolejny wyruszyliśmy na podbój Europy, a właściwie europejskich firm spożywczych. Tym razem przygoda z programem Leonardo da Vinci przywiodła nas, w sobotę 3 listopada 2012 r., do Grenady - historycznego miasta w hiszpańskiej Andaluzji. Leży ona na południowo-zachodnim krańcu Europy, więc nasza podróż trwała stosunkowo długo, lecieliśmy w dwóch odcinkach: najpierw do Londynu, a potem do Malagi. Co dziwne pierwszy samolot był prawie pełny, natomiast ten do Malagi prawie pusty, poza nami leciało zaledwie kilkanaście osób. Czyżby Polacy podróżowali więcej niż inne nacje?
    W sumie w powietrzu spędziliśmy ponad pięć godzin. Pilot drugiego samolotu nieco szarżował, dlatego nie mieliśmy żadnych złudzeń, że naprawdę lecimy, a parę razy można się było nieźle wystraszyć.
    Do Grenady dotarliśmy po ponad 14 godzinach od spotkania na lotnisku w Pyrzowicach. W siedzibie naszego Partnera – firmy Europroyectos LdV powitało nas dwóch panów Hectorów, pierwszy z nich to dyrektor firmy, drugi natomiast jest menadżerem projektu i to on głównie zajmował się nami w trakcie pobytu, rozwiązując w sposób niezwykle sympatyczny tysiące problemów (na szczęście niezbyt wielkich), które dotyczyły naszej grupy.
    Miejsce zamieszkania mieliśmy z pewnością nietuzinkowe, część pokojów znajdowała się w jaskiniach, co uznaliśmy początkowo za dużą atrakcję, jednak w dalszej części pobytu okazało się to nieco kłopotliwe: jaskinie nie miały okien, było w nich trochę zimno, ponadto z sufitu od czasu do czasu kapała woda. Mieszkanie w jaskiniach miało jednak na pewno swój urok, poza tym trudno powtórzyć taki wyczyn.
    W pierwszą niedzielę Grenada powitała nas deszczem, który utrzymywał się praktycznie cały tydzień. Była to chyba ostatnia rzecz, której się tu spodziewaliśmy, przyjmując za pewnik, że w Hiszpanii, a już na pewno w Andaluzji stale świeci słońce.
    Na pierwszy rekonesans po mieście zabrała nas Petro (skrót od Petroneli), studentka szkoły artystycznej, która odtąd miała pełnić rolę naszego przewodnika po Grenadzie. Petro doskonale znała miasto i miała świetną kondycję. Dzięki tym dwóm cechom naszej przewodniczki mogliśmy nieźle poznać Grenadę. Jest to miasto przepięknie położone u stóp gór Sierra Nevada, część Grenady zbudowano na wzgórzach, z których roztacza się wspaniały widok. Grenada posiada wiele zabytków m.in. Alhambrę, Katedrę i Albaicin – starą dzielnicę arabską zbudowaną na zboczu i otoczoną częściowo murami. Ośrodek, w którym mieszkamy położony jest w tej właśnie dzielnicy. Aby się do niego dostać trzeba wejść pod kilkudziesięciu schodach. Uliczki Albaicinu i wiele ulic Grenady są bardzo wąskie, dlatego najbardziej praktycznym środkiem lokomocji okazują się tu motocykle, których w mieście jest bardzo dużo.
    W poniedziałek przestaliśmy mieć niestety wrażenie, że przyjechaliśmy do Hiszpanii na wspaniała wycieczkę. Rozpoczęły się przygotowania do naszych praktyk. Na arenę dziejów weszła kolejna studentka, tym razem Monika, z którą udawaliśmy się do po kolei do naszych firm stażowych. Do części firm doprowadzał nas Hector – menadżer. Monika lub Hector zaprezentowali nas opiekunom (i odwrotnie), ustaliliśmy godziny pracy i zasady odbywania stażu. Niektórzy pracodawcy wydawali się naprawdę groźni, zwłaszcza, że rozmowy toczyły się po hiszpańsku. Wprawdzie w Polsce poznaliśmy nieco podstawy tego języka, ale w warunkach rzeczywistych wydawało nam się, że Hiszpanie mówią jakoś inaczej i oczywiście zbyt szybko.
    Kolejnego dnia, już niestety bez opiekuńczych skrzydeł Moniki i Hectora rozpoczęliśmy praktyki i okazało się, że wcale nie jest aż tak bardzo ciężko jak początkowo sądziliśmy. Bardzo przydało się nam doświadczenie zawodowe jakie zdobyliśmy na praktykach w Polsce. Dzięki temu, bez większego trudu, mogliśmy powielać czynności jakie wykonują pracownicy, zwłaszcza, że chętnie udzielano nam instruktaży (zwłaszcza manualnych). W części firm ktoś znał angielski, a raczej jego podstawy, więc tutaj było nam znacznie łatwiej.
    Wyjątkowo, jak na warunki pracy w przemyśle spożywczym, pracujemy prawie wszyscy w podobnych godzinach, więc popołudnia możemy spędzać razem, mamy jednak zatem pewne wrażenie wycieczki szkolnej. Petro, nasza przewodniczka, oczywiście stale goni nas po Grenadzie, w tygodniu mieliśmy więc okazję zwiedzić Muzeum Sztuki Jose Guerrero, a w sobotę spory kawał starej części miasta oraz przepiękny Park pełen egzotycznych roślin (w tym różnego rodzaju palm), zabytkowej architektury i ptaków.
    W piątkowy wieczór Petro, Monika i Santiago - kucharz ośrodka, w którym mieszkaliśmy – zabrali naszą grupę na Tapas Tour. W ramach takiego tour odwiedza się kilka barów, aby degustować tapas – kanapkę podawaną w Hiszpanii tradycyjnie do napojów. Każdy bar ma własne, niepowtarzalne tapas, dlatego istnieje konieczność odwiedzenia większej ilości barów. Nam jednak wystarczyło energii i euro tylko na dwa tapas, co oznacza wizyty w 2 barach.
    W niedzielę w strugach deszczu i niezwykłego jak na tę część Europy zimna, zwiedzaliśmy Alhambrę – główny zabytek Grenady i jedno z najbardziej znanych miejsc w Europie.
    Cały obiekt znajduje się na wzniesieniu górującym nad okolicą. Składa się z kilku części – otoczony murami główny kompleks Alhambry, to stara arabska twierdza Alcazaba, i pałace mauretańskich Nasrydów a także pałac Karola V. Nieco dalej poza murami i nieco wyżej znajduje się zespół ogrodowy, pełen szumu wodospadów i fontann oraz letni pałac Generalife.
    Niestety, deszcz i zimno spowodowały, że trudno było w pełni docenić urok tego miejsca.




Strona główna    Góra strony


Copyright © 2005-2016 RaV&sandrac