Ta strona wykorzystuje pliki cookie. Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „Zamknij” na dole tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce.

Zamknij

          Dzisiaj jest 12.12.2017
Strona głównaRekrutacjaKontaktLinkiBiuletyn Informacji Publicznej


Program "Uczenie się przez całe życie" Leonardo da Vinci


Projekt został zrealizowany przy wsparciu finansowym Komisji Europejskiej w ramach programu „Uczenie się przez całe życie”

Publikacja odzwierciedla jedynie stanowisko autora i Komisja Europejska ani Narodowa Agencja nie ponoszą odpowiedzialności za umieszczoną w niej zawartość merytoryczną oraz za sposób wykorzystania zawartych w niej informacji.


    Staż w Cork – tydzień pierwszy.

    Już po raz drugi uczniowie naszej szkoły mieli możliwość wyjazdu na zagraniczne praktyki w ramach programu Leonardo da Vinci. Tym razem nasze kroki skierowaliśmy do Cork, drugiego co do wielkości miasta w Irlandii, jednak nie tak znowu dużego, bo liczącego ok. 160 tys. mieszkańców
    Nowa przygoda rozpoczęła się 6 listopada 2010 r., dla odmiany na lotnisku w Pyrzowicach, gdzie dwudziestka spragnionych wrażeń i nowych doświadczeń „leonardowców” została dowieziona przez rodziny i przyjaciół, pożegnanie było zatem długie i czułe. Lot samolotem, jak zwykle budził emocje, gdyż dla większości był to pierwszy lot w życiu, poza tym wyraźnie odczuliśmy turbulencje, a lądowanie poprzedziło kołowanie nad lotniskiem. Po dotknięciu ziemi, załoga samolotu została zatem nagrodzona szczególnie gromkimi brawami pasażerów.
    Na lotnisku w Cork oczekiwała na nas całkiem pokaźna grupa osób. W skład „Komitetu Powitalnego” weszły: pani Kathy O’Dwyer - właścicielka Carter Counselling and Trainig – organizatora naszego pobytu  Irlandii, jej asystentka, a także tzw. host rodziny, u których mieliśmy zamieszkać. Rodziny te były reprezentowane głównie przez kobiety. Nasza grupa bardzo szybko uległa rozwiązaniu, ponieważ każda z tych Pań niezwłocznie zabrała „swoich” do samochodu, odwożąc je w sobie tylko znanym kierunku. Na całe szczęście, poza 2 osobami mieliśmy mieszkać po 2 osoby (a nawet w jednym przypadku po 4) tak więc nie było to szczególnie traumatyczne przeżycie, chociaż na pewno wymagało od nas pewnego hartu ducha, gdyż trzeba było zacząć się porozumiewać w języku angielskim.
    Pierwsza niedziela upłynęła nam głównie na poznawaniu naszych host rodzin i ich obyczajów, a także na rozpoznaniu terenu tj. centrum Cork (oczywiście także sklepy), a co ważniejsze także drogi do naszych miejsc praktyk, aby w poniedziałek nie pobłądzić. Jak się okazało nie wszyscy odnaleźli te miejsca, lub z pomocą rodzin odnaleźli, ale niestety nie umieli ich potem odtworzyć. Stąd poniedziałek był dniem dość nerwowym i to nie tylko z powodu trudności z dotarciem do miejsc praktyk.
    Rano tego dnia mieliśmy spotkanie w siedzibie Partnera Projektu, na którym omówiono wszystkie sprawy związane z przebiegiem praktyk, planowany program kulturowy, zasady poruszania się po mieście, zasady bezpiecznego pobytu i wiele innych ważnych dla nas kwestii. Podkreślono ważność odpowiednich form zachowania, na które Irlandczycy są bardzo wyczuleni. Miłym elementem tego spotkania był udział w nim przedstawicielki polskiego Konsulatu Honorowego w Cork, która na szczęście po polsku (miła odmiana po części anglojęzycznej) przedstawiła jego działalność i życie tutejszej bardzo licznej Polonii. W Cork mieszka około 20 tys. Polaków, stanowią więc bardzo dużą grupę, która jest widoczna na każdym kroku. Marzeniem każdego z nas byli Polacy (lub bodaj jeden Polak) w miejscu stażu. Okazało się, że rzeczywiście w niemal każdej firmie udało się nam spotkać naszych rodaków.
    Jednak prawdziwy chrzest bojowy był dopiero przed nami. Po spotkaniu w siedzibie partnera byliśmy zobowiązani dotrzeć do naszych firm stażowych i szczegółowo ustalić harmonogram praktyk i zasady odbywania stażu. Ponieważ prawie każdy z nas miał praktykę w innej firmie było to duże wyzwanie. Jak się okazało nasze obawy nie były bezpodstawne. Niektórzy pracodawcy postawili od razu wysoką poprzeczkę w zakresie znajomości języka angielskiego i osoby o słabszej znajomości tego języka miały początkowo pewne problemy. Na szczęście dzięki pomocy p. Kathy – szefowej Agencji Partnera udało się je dość szybko rozwiązać. Okazało się również, że pracodawcy irlandzcy są wymagający także pod innymi względami – konieczna jest tu duża wydajność pracy, co w połączeniu z dłuższym niż w Polsce czasem pracy spowodowało, że po kilku dniach praktyki odczuliśmy spore zmęczenie. Niektórzy z rozpoczynają pracę bardzo wcześnie, a jedna osoba pracuje od 2.00 w nocy, więc byliśmy do tego regularnie niewyspani.
    Weekend był okazją do spotkania całej grupy. Mieszkamy w znacznym rozproszeniu, w różnych dzielnicach Cork i w ciągu tygodnia mamy ze sobą prawie wyłącznie kontakt telefoniczny, no może czasami udaje nam się spotkać w centrum miasta.
    W sobotę mieliśmy pierwszą z zaplanowanych w trakcie pobytu wycieczek. W tym dniu zwiedzaliśmy szczególnie interesujące miejsca w Cork. Na początek było to arcyciekawe XIX-wieczne historyczne więzienie w Cork z odtworzonymi z niezwykłym realizmem warunkami, jakie w nim wówczas panowały. W więzieniu znajduje się także szereg figur woskowych rzeczywistych osób, które w nim wówczas przebywały, a także figury obsługi. Po więzieniu chodzi się samodzielnie, a głos przewodnika odtwarzany z magnetofonu opowiada historię wielu osób, które miały nieszczęście tu się znaleźć. Kompleks więzienny został zaprojektowany przez znanego irlandzkiego architekta i mimo ponurego przeznaczenia gmachu jest naprawdę imponujący. Tego dnia zwiedzaliśmy również ogromny kompleks zabytkowych budynków uniwersytetu w Cork (chociaż tym razem głównie z zewnątrz).
    W niedzielę natomiast odbyliśmy całodniową wycieczkę do okolicznych malowniczych miasteczek. Na początek było to Blarney ze średniowiecznym zamkiem, którego główną atrakcją jest „cudowny” kamień. Aby zapewnić sobie szczęście należy go koniecznie pocałować, co nie byłoby niczym nadzwyczajnym, gdyby nie dziwaczna pozycja w jakiej należy to uczynić. Ponieważ bardzo trudno ją opisać należy koniecznie obejrzeć zdjęcia (będą w specjalnej zakładce). Co odważniejsi zdecydowali się na pocałowanie kamienia i ci mają chyba gwarancję zdanej matury. Mniej odważni będą się musieli uczyć, aby odnieś sukces maturalny.
    Drugą miejscowością było Cobh – pięknie położone na bardzo wysokim, schodzącym w morze wzgórzu, miasteczko portowe. Cobh było miejscem, z którego wyjeżdżało najwięcej Irlandczyków emigrujących za chlebem do Ameryki i Australii, a także ostatnim portem Titanica. Znajduje się tu muzeum i pomniki upamiętniające te fakty. Ostatnim miejscem, które zobaczyliśmy było Kinsale – stare miasto nadmorskie. W kategorii ogromnego szczęścia należy traktować piękną pogodę, jaka była tego dnia, ponieważ prawie cały pierwszy tydzień naszego pobytu w Cork był zimny i deszczowy.




Strona główna    Góra strony


Copyright © 2005-2016 RaV&sandrac